Za jeden z głównych czynników zwiększonej śmiertelności  uznano dysfunkcję śródbłonka, a dokładniej brak zdolności wyściółki do rozkurczu. Ma to bezpośredni wpływ na przepływ krwi w naczyniach krwionośnych. To trochę jak z naszymi mięśniami – nieużywane zanikają. Podobnie jest z  naczyniami krwionośnymi. Kiedy jesteśmy aktywni, krew zaczyna krążyć szybciej, co „ćwiczy” nasze naczynia krwionośne.

Po około godzinie siedzenia przepływ krwi poddaje się takiemu zwolnieniu, że w niektórych naczyniach ulega niemalże zastojowi. Dlatego wskazane są jak najczęstsze przerwy. Nie muszą być długie – nawet minuta wystarczy, aby zmobilizować krew do szybszego przepływu.

 

Aby wesprzeć śródbłonek warto postarać się o stosowną dietę. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Nie tak dawno, zainteresowano się wpływem kurkuminy (to organiczny związek chemiczny występujący w kłączu ostryżu długiego, czyli kurkumie). Badania wykazały, że regularne spożywanie kurkumy daje podobne efekty we wzmacnianiu śródbłonka, jak godzina treningu fizycznego!

Czy zatem nie lepiej jeść kurkumę i odpuścić sobie ćwiczenia? Nie do końca, bowiem połączenie obydwu metod daje najlepsze rezultaty. Bo najlepszym co możemy zrobić dla naszych naczyń, oprócz regularnego stosowania kurkumy, jest życie w ruchu. I nie oznacza to aktywności postrzeganej przez pryzmat Zachodu, takiej jak bieganie, aerobik, czy siłownia. Ruch w miejscach o długiej średniej życia społeczności to raczej nie wymuszone dodatkowe działanie, a nieodłączny element każdego obszaru życia. Przykładem może być uprawianie własnego ogródka warzywnego.

 

Paulina Szady
www.pszdrowie.pl

 

PS: W  tradycyjnych domach Japończyków, którzy przecież słyną z długowieczności, nie znajdziemy wygodnej kanapy. A co zmęczonego człowieka może przyciągać po pracy bardziej niż wygodna, miękka kanapa? Może dla zdrowia warto kupić mało wygodny mebel? 😉