Dlaczego nie mogę schudnąć?

Dlaczego nie mogę schudnąć?

25Lip
Paulina Szady

 

Uprzedzam – oczywiście nie chodzi mi o kwestie oczywiste. Wnioskiem nie będzie – to wynik nieprawidłowego odżywiania, przyjdź do mnie, a ułożę dla Ciebie dietę cud. 😉
Długo zbierałam się do napisania tego postu. To co mnie skłoniło do tej publikacji, to to że tak często spotykam Pacjentów, którzy deklarują, że nie są w stanie schudnąć. I to nawet z dietetykiem przy boku! Nie wyobrażasz sobie jak często słyszę słowa „nie jest Pani pierwsza”, „miała Pani n poprzedników”, itp. Czy zatem taki Pacjent trafiał na samych partaczy?
Cóż… niekoniecznie. Bardzo możliwe, że ja także kiedyś stracę kontakt z jakimś Pacjentem, który następnym razem spróbuje z innym dietetykiem. I oczywiście nie można mieć o to do nikogo pretensji, bo każdy z nas jest inny i czasem chodzi o „tą chemię” – nie każdemu będzie się dobrze pracowało z każdym. Jako ciekawostka, zupełnie na marginesie, powiem, że często pierwsze 2-3 wizyty u psychologa to takie sprawdzenie, czy w ogóle jesteśmy w stanie wytworzyć relację opartą na zaufaniu. Czy Pacjentowi/Klientowi będzie ten specjalista odpowiadał, ale też czy danemu specjaliście będzie dobrze (a zatem skutecznie!) pracować się z tym konkretnym Pacjentem/Klientem. Mam wrażenie, że to bardzo uczciwe podejście.
Z tego powodu warto poszukać osoby, z którą to Tobie będzie się dobrze pracowało. I wcale nie musi być to najbardziej polecany dietetyk, osoba z największą ilością pozytywnych opinii. Bo przecież nie inni, a Ty masz realizować z nim swoje cele!
Zazwyczaj pytam moich Podopiecznych, co wolą – czy mam być dla nich „kijem, czy marchewką”? Może nie uwierzysz, ale 9 na 10 przypadków dietetyk ma być „narzędziem kontroli”. Och, jak ja często słyszę, np.: „Jak wiem, że w poniedziałek mam się przy Pani zważyć, to raczej w weekend nie nagrzeszę”. I znów podkreślę – każdy z nas jest inny, a moja opinia nie jest jedyną słuszną racją i rozumiem, że dla kogoś będzie to idealne rozwiązanie. Niemniej uważam, że często właśnie to stanowi o porażce przy odchudzaniu.
Nie przekonany? Wyobraź sobie taką sytuację: współpracujesz z osobą, która jest dla Ciebie kontrolerem postępów. Z założenia zatem, chodzi o to, żeby pokazać się z jak najlepszej strony i na kontrolę przyjść w pełni przygotowanym. Skoro zatem masz pełną świadomość, że zarzuciłeś dietę, a kontrola nie przyniesie oczekiwanych wyników, to po co w ogóle na taką kontrolę przychodzić? Pojawia się tutaj pokusa, żeby odwołać wizytę, nadrobić samodzielnie zaległości i dopiero wówczas się pokazać. Cóż… to najczęściej jest początek końca.
Z różnych powodów nie chcemy przyznać się do odstępstw od diety. Niemniej zazwyczaj kończy się to tak, że wstyd nam przed „kontrolerem” i poddajemy się. A jeśli chęć zmiany powróci – szukamy kogoś, u kogo mamy „czystą kartę” i możemy mu zaimponować, a nie tłumaczyć się dlaczego przyszedł gorszy czas i nie podołaliśmy.
I to właśnie prowadzi do największej pułapki podczas odchudzania. Bowiem czujemy, że jesteśmy sami odpowiedzialni za sukces lub porażkę i nie doceniamy możliwości, jakie daje współpraca z dobrym specjalistą. A jednocześnie każde potknięcie traktujemy jako przekreślenie wszystkich dotychczasowych starań.
Kojarzysz może taką sytuację? Osiągasz bardzo dużo, jesteś na najlepszej drodze, żeby się udało. I nagle jedna chwila słabości podcina skrzydła tak mocno, że masz poczucie, że już nie warto się starać. Czujesz, że nie podołałeś i jesteś do niczego, bo przecież innym się udaje, a zatem porwałeś się z motyką na słońce i to nie dla Ciebie – nie masz szans na sukces. A więc po co się starać?
Nie wiem dlaczego nie mamy w sobie więcej życzliwości do siebie samych. Nie jesteśmy i nigdy nie będziemy perfekcyjni! A trudności, zmagania i potknięcia są obligatoryjne dla każdego! A przecież wiadomo, że jeden błąd nie zaprzepaści całego efektu jaki osiągnęliśmy i nadal możemy osiągnąć!
Dlatego, proszę, pamiętaj – dietetyk jest po to, aby pracować z Tobą ramię w ramię i towarzyszyć w sukcesach, ale (przede wszystkim) w trudnościach. Moją praca nie jest ocenianie, dręczenie i pobudzanie Twojego sumienia po każdym odstępstwie od diety. W końcu, kto czasem nie ma ochoty na pycha ciastko? Ja to rozumiem, bo też tak mam – i to niekoniecznie na fit ciastko z otrębów i daktyli. 😉
Wszelkie źródła od dawna podają, że wzmocnienie pozytywne jest lepsze niż negatywne. Dlatego chcę Ciebie przekonać – wybierz dobrego dla Ciebie specjalistę i pozwól mu być „marchewką”.
Każdemu może się udać! A to co nas najczęściej demotywuje to oczekiwanie bycia „perfekcyjnym” we wszystkim, w tym w trzymaniu diety. To nie jest łatwa droga, a dość wyboista, niemniej każdy może ją zakończyć. Niekoniecznie perfekcyjnie, ale na pewno z sukcesem!
I tego Tobie życzę! 🙂

Paulina Szady

Dietetyk Rzeszów

http://pszdrowie.pl

Wróć na górę